Water-Drinker's Page

Obserwuję obecną sytuację polityczną i mam coraz większe przekonanie, że potęga Tuska wali się jak domek z kart. Wraz z nim upada także ZUS, co niezmiernie mnie uszczęśliwia. Mam nadzieję, że już niedługo tego potwora ktoś zlikwiduje. Coraz bardziej bawią mnie także manipulacje TVN, proste jak budowa cepa. Tak głupie jak przypisanie komuś słów, które nie padły. W internecie są już nawet fragmenty programu Fakty TVN, gdzie prezenterzy kłamią w żywe oczy. Ostatni hit internetu to przypisanie Jankowi Pospieszalskiemu słów, których nigdy nie wypowiedział. Gdy fakty są niewygodne dla TVN, tym gorzej dla faktów.

Nawet młodzi ludzie protestujący na ulicach miast przeciwko podpisaniu przez Tuska umowy Akta zostali przedstawieni przez TVN jako kibole, pisowcy i moherowe berety. Wystarczy poczytać fora tychże młodych ludzi, żeby się przekonać, iż zauważyli kłamstwa TVN. Na ostatnich protestach przeciwko AKTA oprócz haseł i transparentów przeciwko Platformie były także hasła przeciwko TVN jako części składowej „Partii Miłości”. Nasz „umiłowany przywódca”, gdy tylko zorientował się, jaka jest siła protestów i jaki elektorat protestuje, zaraz poinformował, że on razem „ z nami” jest przeciwko AKTA, ale bardziej dociskany poinformował ze podpisu nie wycofa.

TVN może oglądać około 16 milionów Polaków i jeśli nie posiadają innych źródeł informacji niż TVN i podobne media, to rzeczywiście mogą wierzyć w doskonałość Tuska i „bezstronność” TVN. Ja rozumiem, że ta bezpieczniacka stacja musi okłamywać, ale niech wywali dyletantów i kompletnych idiotów jak Kuźniar, Kolęda- Zaleska, Olejnik i inni, a zatrudni porządnych fachowców, których na kłamstwie będzie złapać trudno. Co ciekawe wyniki oglądalności pokazują ze od 2007 roku systematycznie TVNowi spada oglądalność, a nawet coraz częściej nowe pokolenie nie chce oglądać tego, co się dzieje na świecie w tv, ale woli sama się dowiadywać wszystkiego z internetu. Dlatego też są próby ocenzurowania internetu, wolności słowa, niezależnych od władzy serwisów informacyjnych. Oczywiście nie oznacza to, iż środowisko wazeliniarzy zniknie z rynku medialnego, ale nie będą mieli monopolu na przekazywanie informacji.

Najwyższy czas pogonić złodziei z partii miłości tęgim kijem.

Takie pytanie mi się nasuwa, gdy zaczął się gruntowny upadek Systemu Ubezpieczeń Społecznych.

Nie tak dawno rozmawiałem ze starszym człowiekiem już na emeryturze, który krytykował wszystkie głosy, które atakują Premiera Tuska i jednocześnie pochwalał politykę obecnego rządu pod tytułem „Tu i Teraz”.

Ów starszy człowiek nie zdaje sobie sprawy, że w 2020 roku może mieć realnie bardzo mocno pomniejszoną własną emeryturę, co już się dało przeprowadzić prawnie na przykładzie cywilnych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Po zgłoszeniu do Trybunału Konstytucyjnego wątpliwości czy owe prawo jest zgodne z konstytucją, stwierdzono, że zmniejszenie praw nabytych (emerytury)jak najbardziej zgodne jest. Rząd PO zrobił to z powodu chęci załatania w ten sposób przynajmniej części swoich dziur budżetowych i by sypnąć kasą, żeby „żyło się lepiej”. Skoro raz prawnie dało się pomniejszyć emerytury, to drugi raz także się da zrobić „wszystko zgodnie z prawem”.

Przypuśćmy, że PO wygra kolejne dwie tury wyborów i będzie rządzić dalej. W latach 2018-2025 nie będzie już miał kto pracować na emeryturę tego starszego człowieka, bo będzie więcej ludzi starszych w wieku emerytalnym niż młodych pracujących. Obecnie na każdego emeryta pracuje 1,5 obywateli. Natomiast jeszcze w latach 60 na jednego emeryta pracowało 6 osób. Wkrótce będzie to jeden do jednego i jeszcze gorzej. I co wtedy będzie? Nie trudno zgadnąć.

Rząd ma kilka wyjść, z tego dwa dla polityki PO będą bardziej prawdopodobne ze względu na ich pro socjalistyczną politykę i zasady, które stosują obecnie, czyli „trzeba się nakraść”.

Pierwszy wariant to zmniejszenie emerytur, co da się zrobić i TK orzeknie znowu, że wszystko jest zgodnie z prawem. Wtedy jestem ciekawy, czy wiara tego człowieka w uczciwość i mądrość jego ulubionej partii się nie załamie, gdy oni zaczną kraść część pieniędzy z jego wypracowanej i tak niedużej emerytury.

Warto przypomnieć, że to co nas czeka za 9-14 lat jest już w Grecji i tamtejszy rząd już zmniejszył emerytury (obecnie o 10%, ale w przeciągu kilkunastu miesięcy planowanie jest obniżenie o kolejne 10%), wydłużył wiek emerytalny i podniósł jeszcze bardziej podatki, przy czym domaga się nowych korzystnych pożyczek od banków niemieckich i francuskich oraz pomocy finansowej (taka pomoc, czyli „pusta obietnica” ma być oczywiście odwzajemniona przez Grecję w przypadku gdyby inne kraje miały takie kłopoty).

W takim przypadku podwyższenie wieku emerytalnego w Polsce musi sięgnąć do 70 lat dla większości, tylko uprzywilejowani nie będą tym nakazem objęci (np. górnicy, lekarze). Przy czym nasili się propaganda, żeby ludzie starsi nie byli obciążeniem (jak to już pani poseł Joanna Micha z PO określiła publicznie – że nie powinno się ich leczyć) i żeby mieli prawo do „godnej śmierci”. Tak jest np. w Holandii, gdzie przez aborcje rodzi się mniej dzieci i dzięki propagowaniu eutanazji wielu naiwnym starszym ludziom poprzewracało się w głowach wierząc w „jakość życia” i decydując się na prawne morderstwo na życzenie. A jeśli chodzi o starców nie mogących np. podjąć takiej decyzji, to już lekarze mogą decydować bez zgody rodziny, czy dalej ma leżeć w szpitalu i narażać na koszty państwo, czy może „pomóc” państwu w pozbyciu się obciążenia dla systemu emerytalnego.

Skoro w Holandii jest to możliwe, to i w Polsce też może się tak stać. Tyle tylko, że rozbudowany socjalizm w Holandii także żyje dzięki pracy emigrantów, w tym dużej społeczności muzułmańskiej, która gardzi cywilizacją śmierci Holendrów.

W Polsce nie przyjadą pracować za grosze ani Ukraińcy, ani Białorusini czy Chińczycy, bo oni wolą pracować za większe pieniądze w Niemczech, Francji czy Anglii.

Wariant drugi będzie się opierał na całkowicie czymś przeciwnym i nie mam złudzeń, że jeśli ktoś to przeprowadzi, to nie socjaliści z PO . Tutaj stopniowo likwidujemy ZUS i przejmujemy wzór z USA, gdzie nie ma tak szkodliwej instytucji jak ZUS. Przy czym obniżamy podatki, PIT, CIT i niektóre likwidujemy np. takie jak oplata paliwowa i akcyza, w szczególności na paliwo oraz podatek VAT na produkty dziecięce (PO podniosła VAT na produkty dziecięce o 15%!). Likwidujemy, żeby wychowujący dzieci rodzice nie byli dodatkowo karani, co ma miejsce obecnie. Obniżamy bardzo mocno VAT również na pozostałe produkty.

Pieniądze na renty i emerytury po likwidacji ZUS będą wypłacone poprzez prywatyzację nieruchomości i firm nie mających charakteru strategicznego dla państwa polskiego.

Tylko tyle, że będą to dokładnie te same pieniądze, które tym ludziom zabrało krwiożercze socjalistyczne stworzenie zwane III RP, a nie jakieś 70% zarobków (jak obecnie jest wypłacane).

Z prywatyzacji także spłacimy choć cześć naszych długów, ograniczenie biurokracji sprawi szybką poprawę PKB.

Oczywiście niezbędne jest funkcjonowanie państwa w wersji nocnego stróża, czyli utrzymanie takich finansów z podatków, żeby funkcjonowały przede wszystkim policja, wojsko, straż pożarna. Inne sfery, takie jak służba zdrowia czy np. PKP powinny zostać w całości sprywatyzowane w taki sposób, żeby nie dopuścić do monopolu jednego właściciela, który nie miałby żadnej konkurencji

W dodatku zakazujmy całkowicie aborcji, bo obecnie w Polsce wg danych organizacji Pro Life zabija się około 500 nienarodzonych dzieci rocznie. W tym przypadku więcej niż połowa urzędników, stopniowo zwalniana, po czym włącza się już w naturalny obieg wolnej gospodarki i zaczyna tam normalnie funkcjonować.

Warto zaznaczyć, iż obecny przerost administracji stwarza bardzo silny proces hamulcowy dla przedsiębiorstw. Często się słyszy, żeby coś załatwić pomyślnie dla firmy, to trzeba albo mieć kogoś w rodzinie, albo dać łapówkowe. Bardzo wielu urzędników to ludzie, którzy nie dostali się w sposób proceduralny na swoje stanowiska, ale po znajomości. Oczywiście często się widzi i słyszy, iż na czterech urzędników w biurze, to tylko jedna osoba jest sprawna i kompetentna, która sama musi za te pozostałe trzy osoby pracować, ponieważ oni dostali się poza obiegiem i często poza „mocnymi plecami” nic nie potrafią.

Najważniejsze jest jednak także powrócenie do „ustawy Wilczka” o wolności gospodarczej i zniesienie urzędniczej tyrani tysiąca pozwoleń i koncesji na działalność gospodarczą. To mocno pobudzi gospodarkę i w tej gałęzi zlikwiduje korupcję urzędniczą, dzięki której ludzie zaczną zarabiać i nie będą oddawać haraczu na ZUS, gdzie pro zusowscy politycy dają im za to obietnice, że kiedyś im oddadzą część tych pieniędzy.

Wracając jeszcze do obecnej sytuacji, warto zwrócić uwagę jak Tusk ze swoją mafią robią kolejne skoki na naszą kasę.

Pod koniec ubiegłego roku została uchwalona przez sejm ustawa pt. kredyt z odwrócona hipoteką. Warto zwrócić uwagę, że jest to przeddzień bankructwa systemu emerytalnego. Kredyt z odwróconą hipoteką to sprawne narzędzie dokonania zmiany stosunków własnościowych i jest on adresowany do osób w wieku emerytalnym 60 lat. Oznacza, to, że ludzie posiadający nieruchomości, mający ciężką sytuację finansową mogą zwrócić się do banku i oddać swoje np. mieszkania za jednorazową zapłatę lub przelewy w miesięcznych transzach. Oczywiści nie będzie to cena rynkowa tych mieszkań, ale jakieś  50,40,30% bo emeryci oczywiście będą do końca życia mieszkać w swoich nieruchomościach, a po ich śmierci zgodnie z umową banki owe lokale przejmą.

Warto też zwrócić uwagę, że od jakiegoś czasu w PO są prowadzone prace nad ustawą o podatku katastralnym, który jest opodatkowaniem nieruchomości, np. 10% ceny rynkowej mieszkania rocznie trzeba będzie zapłacić państwowej mafii.

Nawet 1% ceny rynkowej rocznie spowoduje, iż skutecznie ten haracz uderzy w rodzącą się klasę średnią (w Polsce klasie średniej ukręcono łeb w latach 90-tych ustawą Balcerowicza), a także spowoduje, że zwłaszcza emeryci, których nie będzie stać na opłacenie tego 1%,2% czy 5%, masowo korzystać będą z kredytu z odwróconą hipoteka, co bardzo istotne nabije kasy „lichwiarskiej międzynarodówce” i to zagranicznym właścicielom banków (większość banków w Polsce nie należy do nas). Nasuwa się zatem pytanie, czy w wśród tych przekrętów Tuska, jakie zrobił (np. katarski inwestor – sprzedaż stoczni, afera hazardowa), ten przekręt będzie największy? Tego nie wiem, ale jedno wiadomo na pewno, że wdzięczność banków będzie duża!

Dalej zwróćmy uwagę, że we wrześniu 2011 roku rząd PO przelał także na bieżące emerytury kasę z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Czym jest ten fundusz? Jest to zabezpieczenie przed pogorszeniem sytuacji pomiędzy emerytami a ludźmi płacącymi składki na obecne wypłacane renty i emerytury.

Podsumowując już to wszystko. Polska obecnie zmierza do bankructwa (nasz dług na dzień dzisiejszy to około 833mld zł – w tym 300 mld zł zaciągnął Donald Tusk przebijając w zadłużeniu wszystkich poprzednich premierów w III RP), a ostatnie bankructwo systemu ekonomicznego nastąpiło w latach 80. Wyjściem z bankructwa okazała się reforma systemu państwa w takim kierunku, żeby na nowo ograbić obywateli, a zwieńczeniem tego była m. in. „ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych”. Wprowadzała ona tzw. „zmienną stopę oprocentowania” kredytów. Jeśli, na przykład, umowa z bankiem opiewała na 4% rocznie, to zmienna stopa oprocentowania sięgała 40% miesięcznie. Stawiało to kredytobiorców w bardzo trudnej sytuacji, często na granicy bankructwa. Ale na tym nie koniec, bo jednocześnie, dla symetrii, Leszek Balcerowicz wprowadził wysokie oprocentowanie lokat terminowych w bankach komercyjnych. Sięgały one nawet 100 %. Trzecim elementem tej operacji było zamrożenie kursu walutowego, za dolara płacono 9,5 tys. złotych.

W ten sposób uruchomiony został osobliwy przepływ pieniędzy. Kredytobiorcy – a warto pamiętać, że w tamtym okresie kredyty brali bogatsi chłopi i drobni przedsiębiorcy, a więc zalążek przyszłej polskiej klasy średniej – więc ci kredytobiorcy byli bezlitośnie drenowani przez banki przy pomocy opisanej już zmiennej stopy oprocentowania. A co się dalej działo z wydrenowanymi w ten sposób pieniędzmi? Otóż finansiści, głównie ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, przyjeżdżali do Polski z dolarami, wymieniali je po 9,5 tys. zł za sztukę, pieniądze umieszczali na lokatach, a po upływie roku – odbierali je w ilości dwukrotnie powiększonej, wymieniali je na dolary po tym samym kursie 9,5 tysiąca złotych i zadowoleni wracali do domu. Potem nawet słychać było, że chcieli przyznać Leszkowi Balcerowiczowi Nagrodę Nobla. Specjalnie mnie to nie dziwi, bo i ja byłbym mu wdzięczny, gdyby zorganizował mi takie „alimenty”

Polacy, którzy obecnie mają kredyty narażeni są na to, iż w sytuacji kryzysowej rząd może powtórzyć coś na kształt ustawy o uporządkowaniu kredytowym. Jeśli ktoś nie wie co się działo w roku 1990, to niech zapyta rodziców. Na pewno ludzie mający dzisiaj kredyt na 20 czy 30 lat mają pętlę na szyi. Jeśli ktoś jest naiwny i myśli, że Donald Tusk zakończy wszystko wesołym oberkiem, to niech tak myśli dalej, bo za naiwność się płaci i to słono.

Wydarzenia ostatnich miesięcy tak mocno we mnie siedzą, aż we mnie wrze, mam ochotę niczym fajter MMA sprowadzić do parteru rządzących cwaniaków i wyłączyć im światło przez TKO (uderzenia w parterze) czy jakąkolwiek dźwignię.

Po prostu cytując śp. Macieja Rybińskiego: Niestety, nie mam usposobienia gówna i nie potrafię płynąć z prądem, bo jestem Ryba.”

Prezydent Komorowski ośmiesza siebie i urząd swoim analfabetyzmem pisząc „Bul” zamiast „Ból”. Czyli mamy Prezydenta pt. „Bul” Komorowski. Nie dość, że się ośmiesza, to jeszcze co najgorsze oskarża naród polski o sprawstwo w czasie holokaustu. Natomiast nie chce, np. brać udziału u wydarzeniach upamiętnienia Polaków, którzy razem z rodzinami za pomoc Żydom ponieśli śmierć. Dobrym przykładem jest Rodzina Ulmów mająca siedmioro dzieci.

Dedykuję fragment książki o rodzinie Ulmów, Panu „Bulowi” Komorowskiemu, który opluwa pamięć narodu dzielnych ludzi, nazywając ich „narodem sprawców:

Przed chałupę wyprowadzono też Józefa i Wiktorię i tam zastrzelono. Wśród krzyków i płaczu żandarmi zastanawiali się, co zrobić z szóstką dzieci. Po krótkiej naradzie Dieken zdecydował, że je także należy rozstrzelać. Trójkę lub czwórkę dzieci własnoręcznie zamordował Kokott. Krzyczał przy tym: patrzcie, jak giną polskie świnie, które przechowują Żydów. Od kul zginęły wszystkie dzieci Ulmów: Stasia, Basia, Władziu, Franuś, Antoś, Marysia i siódme, w łonie matki, która właśnie zaczęła je rodzić.

Przecież „Komor” doskonale wie, że przywódcy narodu polskiego podczas II Wojny Światowej w Państwie Podziemnym zwalczali nazistów oraz komunistów, a nie Żydów, co więcej, były także wydawane rozkazy, iż jeśli znajdą się Polacy, którzy przyłączają się do wydawania Żydów Niemcom, to mają bez żadnej litości być likwidowani jako kolaboranci okupanta.

Podczas gdy rząd francuski wziął dobrowolnie udział w zagładzie Żydów przez ich wywóz do obozów Hitlera. To ja rozumiem wtedy, że Francuzi BYWALI narodem sprawców. Bo to naród wybrał swoich przedstawicieli, czyli taki rząd, który pomaga w dokonaniu ludobójstwa.

Natomiast nie można nazywać jakiegokolwiek narodu sprawcami holokaustu, gdy ich rząd nie tylko zakazał swoim obywatelom sprawstwa w zagładzie, ale jeszcze wydał rozkazy likwidacji swoich obywateli, którzy wzięliby w tym udział.

Tak mnie to wkurza, że facet, który sprawuje urząd głowy państwa, pluje na swój i na mój naród, a to plucie o tyle jest groźne, że stwarza podstawy, np. dla wielu organizacji żydowskich o podstawę wielomiliardowych odszkodowań za „sprawstwo Polaków w mordowaniu Żydów”. Oczywiście za to zapłacić z podatków ma „naród sprawców”.

Wściekłość i wkurwienie numer 1000 czuję, gdy słyszę Tuksa, że podczas sprawowania prezydencji przez Polskę w UE on nie będzie załatwiał dla kraju „żadnych interesów”.

To chłopie po co się pchasz dla polityki, skoro dla swojego kraju nie chcesz nic załatwić? Popatrzmy na inne kraje, tam Niemcy załatwiają sobie, Francuzi sobie, Angole sobie, Belgowie sobie, itd. Tam każdy przywódca chce w UE załatwić jak najwięcej dla swojego kraju. Gdyby ważny polityk powiedział coś takiego jak Donek w USA czy Niemczech, to byłby skończony.

Donkowi za to wystarczy, gdy go w UE poklepią po plecach i pochwalą, że się grzecznie sprawuje i nie miesza się w sprawy „starszych i mądrzejszych”, które są załatwiane ze szkodą dla interesu narodowego Polski. Jak choćby gazowa rura rosyjsko-niemiecka, która nie dość, ze zablokowała port w naszym kraju, to jeszcze statki, które przywoziły dla nas towary i u nas zostawiały pieniądze dając pracę ludziom, będą teraz załatwiać interesy w pobliskim porcie niemieckim. Dodatkowo gazowa rura uzależnia nas od dostaw gazu z Rosji, co daje im monopol na gazowy szantaż. Dlaczego? Bo Donalduś odpuścił? W imię czego? Dobrych stosunków i poklepania po plecach przez złotą Panią Anielę i Zimnego Czekistę Putina?!

Dzięki „dobrym stosunkom” Doneczka będziemy płacili najdroższy gaz w całej pie …… UE. Z krajów wymienionych w 2010 r. Polska za 1000 m3 rosyjskiego gazu płaciła najdrożej, bo średnio 336 USD, Niemcy i Finowie tylko 271 USD, Francuzi – 306 USD, a Brytyjczycy – zaledwie 191 USD.

Hurra! Tak Donek załatwia nasze interesy.

Doneczku spokojna twoja nieuczesana! Gitara git majonez!

K…… w Niemczech i u ruskich jesteś mega kochany bo zrobiłeś im portfelom ergo – interesom narodowym hiper „dobrze”.

Tak dalej Donek. Pamiętam jak pisałeś „polskość to nienormalność”, a twój przydupas określił nas nawet „narodem sprawców”.

Płyń dalej Donie z prądem jak gówno, mam nadzieję, że skończysz w wiezieniu za te przekręty, dołożenie każdemu obywatelowi trzy razy więcej długu zaciągniętego przez państwo (przed rządami Tuska dług wynosił 7,6 tys., obecnie wynosi 21,8 tys zł na jednego Polaka!) i zdradę interesów narodowych.

10 kwietnia 2011 minie rok od tragedii smoleńskiej. Przez ten czas dowiedzieliśmy się bardzo dużo w tej sprawie. Oczywiście manipulacji na ten temat było jeszcze więcej. Najpierw była przez długie miesiące wałkowana teza, iż przyczyną rozbicia się samolotu było zmuszenie pilotów przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do lądowania. Taką tezę przez kilka miesięcy powtarzały media takie, jak TVN, Gazeta Wyborcza czy tygodnik Polityka. Najbardziej charakterystyczną sceną manipulacji była konferencja „międzynarodowej” komisji MAK, pod kuratelą Władimira Putina, którą transmitowała stacja TVN24.

Teza reżimowej komisji Putina jednostronnie obciąża winą polską stronę. Przy czym podczas konferencji w TVN24 na samym dole pojawił się pasek z informacją: „była presja wywierana na pilotów”. Tak sformułowany „nius” jest już przyjmowany przez redakcje dziennikarzy TVN jako fakt, czyli zdarzenie, które miało miejsce. Standardy dziennikarskie określają bezstronność, czyli jeśli je stosujemy to „nius” na pasku powinien brzmieć tak: Komisja Putina odrzuca polskie uwagi odnośnie raportu lub strona rosyjska obwinia Polskę o katastrofę czy też Rosjanie oskarżają Polaków o katastrofę samolotu.

Na nagraniach nie ma żadnej informacji, że Prezydent czy generał Błasik przyszli do kokpitu i zmusili załogę do lądowania. Te same nagrania nie dowodzą również winy pilotów, którzy byli informowani przez Rosjan i jest słyszalne na nagraniach, jakie udostępnił polski zwiad, że samolot jest „na kursie i na ścieżce”. Jednakże TVN i trzy inne stacje miały prawie identyczny pasek z informacją, że „była presja”.

Gdy MAK opublikował raport, okazało się, że w tym raporcie zostały opublikowane stenogramy i, jak utrzymują Rosjanie, są to „pełne stenogramy”, które udało się odczytać. Na co bardzo szybko opowiedział szef komisji MSWiA Jerzy Miller, który upublicznił pełne zapisy rozmów pomiędzy załogą a wieżą kontrolną. Te zapisy, jak poinformował Jerzy Miller, zostały zdobyte w sposób nielegalny, czyli tak zwaną “metodą chałupniczą” stosowaną przez wywiad. Dowiadujemy się z nich miedzy innymi, że samodzielną inwencją kapitana Protasiuka było podjęcie decyzji o przerwaniu lądowania i odejściu na zapasowe lotnisko, a wszystko to odbywało się na przepisowej odległości 100 metrów nad ziemią. Wnioski są takie, że Tu 154 nie zamierzał lądować w Smoleńsku. Oczywiście mało co z tego przebiło się do mediów.

Wiemy, że Rosjanie przekazali nam podrobione zapisy tajnych skrzynek, w których np. było „wkurzy się jeśli ….niezrozumiałe …. jedna mila od pasa”. Mają one obciążać prezydenta Kaczyńskiego, który niby miał wywierać ciągłą presję na pilotów. W rzeczywistości, jak wiemy z podsłuchu zapisu rozmów dzięki polskiemu wywiadowi, wypowiedź brzmiała następująco „powiedz, że jeszcze jedna mila od osi została”. A więc skąd w rosyjskich zapisach znalazło się słowa „wkurzy się”? Strona Polska nie może sprawdzić oryginałów, bo kagiebista Premier Putin zapowiedział, że czarne skrzynki i wrak samolotu prezydenckiego zostanie w Rosji i Polacy nic nie dostaną.

Na to wszystko nasz tchórzliwy Premier Tusk i jeszcze bardziej tchórzliwy Prezydent Komorowski nic nie mówią, tylko potakują, dając nam do zrozumienia, że musimy jak niewolnicy, a nie ludzie wolni, wykonywać polecenia prawdziwego władcy Polski, czyli Premiera Zimnego Czekisty Putina. Natomiast każdą próbę zaangażowania w tą sprawie społeczności międzynarodowej, czy nawet Stanów Zjednoczonych nazywają zdradą! Oczywiście zdradzać Putina nam nie wolno. To by była najprawdziwsza zdrada interesu Rosji, bo wiadomo, że nie ma czegoś takiego jak interes państwa polskiego.

Najlepsze w całości jest tłumaczenie polskiego akredytowanego płk. Edmunda Klicha, którego zadaniem było wsparcie, pomoc i wyjaśnienie tego całego zdarzenia, jakim jest katastrofa smoleńska.

Edmund Klich o różnicach pomiędzy stenogramami uzyskanymi przez polski wywiad a przez stenogramami udostępnionym przez podwładnych Putina z komisji MAK: ” Rzeczywiście początkowo nie odczytano całego zapisu, a potem jeszcze trochę odczytano, ale to już nie zostało ujawnione. Po ujawnieniu stenogramów w Polsce odczytano jeszcze kilka drobnych rzeczy w Rosji.”

Bardzo dziwne tłumaczenie przedstawiciela polskiej strony, który usprawiedliwia braki w zapisach strony rosyjskiej. No oczywiście panie Klich, Pan i Władca Putin nie mógł nam nadać sfabrykowanych stenogramów. Tylko rzecz jasna jego komisja MAK nie odczytała wszystkich zapisów, ale gdy komisja Jerzego Millera ujawniła ten zapisy, to jak znalazł Czekiści już odczytali wszystkie zapisy, których wcześniej nie mogli.

Gdy pan Edmund został zapytany o to, czemu Rosjanie udostępnili niepełny raport jako skończony, który w rzeczywistości nie był ukończony, ponieważ Rosjanie nie „odczytali zapisów”, to „fachowiec” Donalda Tuska odpowiedział jeszcze bardziej profesjonalnie: “Rosjanie mają taki szybki sposób badania”. I już wszystko jasne, po prostu Rosjanie mają szybką metodę badania, a Polacy wolno badają przyczyny zdarzenia.

Na pytanie dziennikarki „Gazety Polskiej ”dlaczego kontroler powtarzał cały czas, że nasz samolot jest na kursie i na ścieżce, skoro tak nie było? Ostatecznie rozbił się 70 m na lewo od pasa. Dodatkowo piloci działali na podstawie kart podejścia, które – jak zeznali piloci z jaka – odstawały od faktycznego stanu.”

Pan Edmund Klich „fachowiec” od przyczyn katastrof lotniczych odpowiedział tak ” Jeśli chodzi o komendy kierownika systemu lądowania, że samolot jest na kursie i ścieżce, wymaga to szczegółowego wyjaśnienia, z czego wynikał brak precyzji. Czy ze złych wskazań na wskaźnikach, czy też z błędnych odczytów przez kontrolera. Problem jest w tym, że wysokościomierze w takich systemach są nieprecyzyjne, a brak potwierdzeń wysokości przez załogę dodatkowo utrudniało kierownikowi systemu podejścia precyzyjne określenie wysokości lotu.”

Warto także zauważyć, jak istotną i ważną funkcję spełnia każdy kontroler lotów poprzez pomoc w sprowadzaniu samolotu na ziemię, żeby piloci mogli bezpiecznie wylądować.

Kontroler „dysponując systemem radarowym, śledzi podejście, a jego komendy i informacje są traktowane przez załogę jako w najwyższym stopniu wiarygodne”. Dodajmy teraz dwa do dwóch, czyli zapis rozmowy pomiędzy pilotem a kontrolerem lotów, który informował cały czas, że są „ na kursie i na ścieżce” i nasi piloci uzyskawszy takie informacje wiarygodne postępowali zgodnie ze wszystkimi zasadami. W dodatku kontrolerzy rosyjscy posiadają radar mierzący wysokość samolotu, gdzie „słowo „ścieżka” to ścisły parametr wysokości określony w karcie lotniska.”

Jaka jest procedura w przypadku zejścia z kursu i ścieżki? Taka:W przypadku zejścia samolotu z kursu lub ścieżki obowiązkiem kontrolera było wydać komendę odejścia na drugi krąg i wyjaśnienia powodu lotu niezgodnego ze ścieżką lub kursem podejścia do lądowania” Jednak Kontroler nie poinformował pilotów Tu 154, ze są na złym kursie i ścieżce. Można to sprawdzić w internecie, gdzie zostały już ujawnione przez Jerzego Millera części zapisów rozmów. Oczywiście rzecz jasna wymaga to szczegółowego wyjaśnia i będziemy pewnie wyjaśniać przez pięćdziesiąt albo sto lat, bo przecież nie można teraz wywołać „zimnej wojny”(zerwania stosunków i przedstawienia oskarżenia przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości , którego prawo międzynarodowe Federację Rosyjską też obowiązuje), międzypaństwowego skandalu i oskarżyć Federację Rosyjską o błąd jej kontrolerów, którzy nie wiadomo dlaczego poprowadzili pilotów, załogę i pasażerów samolotu prezydenckiego wprost w ramiona śmierci.

W świetle faktów Putin już przegrał, tym lepiej, że po śledztwach niezależnych mediów, m.in. Gazety Polskiej, Naszego Dziennika, Rzeczpospolitej, dziennikarzy śledczych i ujawnianiu przez komisję Millera stenogramów (przechwyconych przez polski wywiad), które udowodniły kłamstwa MAK. Nawet już TVN i inne media, które najpierw bombardowały informacjami o winie Prezydenta i polskich pilotów, teraz zmieniła śpiewkę, bo nie wypada na chama robić z widzów TVN idiotów do sześcianu. Co prawda „autorytety dziennikarstwa z TVN” podkreślają, ze presja była innego rodzaju, a mianowicie mowa tu o „presji psychologicznej”. Z tego co powszechnie wiadomo nie stwierdzono naukowo nigdzie na świecie, że piloci, którzy latają z Prezydentami, Królami, Przywódcami, Premierami poddawani by byli „presji psychologicznej”, wynikającej z tego, iż na ich pokładzie są tak ważne osoby, że to wywołuje błędy w prowadzeniu samolotu i oni zamiast lądować myślą o niebieskich migdałach i skutkuje to katastrofami samolotów. Oczywiście grupa wyborców radykalnych Platformy Obywatelskiej spod znaku „autorytetu moralnego” Janusza Palikota czy Stefana Niesiołowskiego wie i tak swoje. „No przecież wiadomo” tak niedawno usłyszałem w pracy, gdzie mam czasem do czynienia z „młodymi i wykształconymi z dużych miast”, „Kaczor poszedł do kokpitu i zmusił ich do natychmiastowego lądowania”. Tej grupy wyborców już nawet nie przekona wybitny Cyngiel do wynajęcia władzy Tomasz Lis ani wybitna zakochana w Adamie Michniku, Monika Olejnik, że to wierutne kłamstwo. Ci ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć. Największym obecnie instrumentem władzy Donalda Tuska i jego rządu są media państwowe i prywatne, ponieważ niezależnych dziennikarzy wyrzuciła ostatnio władza z mediów publicznych, a pozostali wierni wazeliniarze poprawności politycznej w rodzaju Tomasza Lisa i panów ze „Szkła Kontaktowego”, którzy uczą tubylczych Polaków, że tak abstrakcyjną rzecz jak poglądy można szanować. Oczywiście można pójść dalej i szanować już pojedyncze słowa, a nawet zdania! Do tego wszystkiego trzeba iść na całość i szanować idiotyzmy zawarte w tych zdaniach wyrażające jakiś pogląd! A więc uczymy się od naszych wazeliniarzy władzy, że poglądy się szanuje nawet, gdy są durne i wypowiadane albo przez nawianych idiotów lub po prostu głupców. Kilka dni po żałobie narodowej od razu tak jakby na zlecenie Putina i Donalda Tuska, wiodąca część mediów elektronicznych z TVN, Polsatem i Gazetą Wyborczą na czele, zaraz po katastrofie od razu przyjęła wersję, że samolot prezydencki rozbił się z powodu, iż Prezydent Lech Kaczyński za wszelką cenę chciał wylądować. Wtedy jeszcze nie było nawet zmanipulowanego materiału dowodowego dostarczonego od strony Federacji Rosyjskiej. Dlaczego wkoło powtarzali, że Samolot podchodził do lądowania cztery razy choć to kłamstwo, dlaczego przyjęli za „prawdę obiektywną” stanowisko strony rosyjskiej. Z badań rosyjskiej komisji technicznej Mak wynika, iż mimo informacji o złych warunkach pogodowych na lotnisku w Smoleńsku, przez załogę samolotu nie została podjęta decyzja o odejściu na lotnisko zapasowe. Natomiast w grudniu została wykonana „ekspertyza fonoskopijna”, kilkanaście sekund przed katastrofą kapitan samolotu Arkadiusz Protasiuk wydał komendę „odchodzimy” czyli zdecydował o odejściu na lotnisko zapasowe, decyzja zapadła na podstawie oceny widoczności. Dlaczego nie udało się wyprowadzić samolotu z wysokości, na którą sprowadzili go Rosjanie? Raport nie wyjaśnia.

Punktem odniesienia analogicznej sytuacji w mediach w naszym kraju, jest powieść science fiction Tomasza Kołodziejczaka pt Kolory Sztandarów wydana w 1996 roku, a jej reedycja ukazała się w 2010 roku. Głównym bohaterem powieści jest Daniel Bondaree, zarazem sędzia, żołnierz i egzekutor w jedynym, który mieszka na ostatniej niepodległej kolonii na planecie Gladius. System polityczny obowiązujący na Gladiusie to „demokracja wartościująca”(oczywiście taka demokracja nie istnieje nigdzie na świecie. Prawdopodobnie pomysł na taki system w głowie pisarza zrodził się po słynnym bon mocie Janusza Korwin Mikke, że we współczesnej demokracji więcej liczy się zdanie dwóch pijaczków spod budki z piwem niż jednego profesora.) polegająca na tym, że obywatele są podzieleni na kategorie i w związku z tym głos np. profesora jest więcej wart niż 10 panów nazywanych powszechnie pijakami. Otóż na Gladiusa napadają totalitarni kosmiczni najeźdźcy Korgardzi, którzy posiadają nowocześniejszą broń i w związku z tym podbijają powoli Gladiusa. Politycy na Gladiusie dzielą się na uległych i niezłomnych (tutaj widać wyraźne zafascynowania pisarza Wiekiem Niezłomnym Poetą Polskim Zbigniewem Herbertem). Ulegli chcą zwrócić się po „bratnią pomoc”(analogia z bratnią pomocą Związku Sowieckiego) do innego państwa jakim jest Dominium Solarne, przypominające trochę system polityczny z „Nowego Wspaniałego Świata” Aldousa Huxleya, gdzie wszechobecna kontrola aparatu państwowego wobec obywateli sięga nawet do decydowania za nich w wyborach dzięki m.in. cybernetyce i rozwoju wszczepu czipów, poprzez które wpływa się na decyzje wyborców. Oczywiście można się dowiedzieć, że to wszystko „dla ich dobra”. Ceną za pomoc mniejszemu i słabszemu sąsiadowi jest jego kontrola i oddanie suwerenności, ale oczywiście nie jawnie, ale w tajemnicy na rzecz sprzedajnych polityków opcji uległych. Na początku powieści ulegli są w mniejszości, rządzą „niezłomni” i prowadzą samotnie walkę z totalitarnym kosmicznym najeźdźca, za pomocą tajnej jednostki komandosów, do której został zrekrutowany główny bohater. Po jednej, wyglądającej na nieudaną akcji, udaje się komandosom wprowadzić swojego człowieka do systemu wroga, a konkretnie ma on przeniknąć jako więzień do obozu zagłady (kolejna analogia z Rotmistrzem Witoldem Pileckim, który jako polski patriota podczas Drugiej Wojny Światowej zgłosił się na ochotnika do tajnej misji mającej na celu przenikniecie do obozu „pracy” w postaci więźnia i zebrania informacji o Polakach i Żydach, po których słuch ginie. Raport Pileckiego, który zorganizował ucieczkę z obozu śmierci, okazał się wstrząsem dla Wolnego Świata. Na początku Stany Zjednoczone i Wielka Brytania nie chciały wierzyć, że Żydzi i Polacy są na masową skalę likwidowani w komorach gazowych. Warto odnotować pewne podobieństwo, w którym Korgadzi bardzo przypominają jako agresor Nazistowskie Niemcy.), i sprawdzić co robią totalitaryści ze schwytaną ludnością. Po udanej akcji, choć kosztownej w stratach ludzkich, media zaczynają przedstawiać tajną misje swojego rządu jako porażkę na masową skalę. Frakcja uległych wygrywa wybory dzięki także pomocy stronniczych mediów. I to jest główny spójnik z obecną naszą sytuacją medialną w kontekście informacji, debaty na temat tego, co stało się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Oddaję głos autorowi powieści, który tak scharakteryzował co działo się naprawdę, a jak media wiodące wszystko przedstawiały w jego powieści :tradycjonaliści, nazywani niezłomnymi, nieodmiennie cieszyli się poparciem większości obywateli, a przynajmniej uprawnionej do głosowania grupy elektorów. Jednak media znajdowały się we władaniu ich przeciwników. To była niezwykle wpływowa grupa nacisku: artyści, aktorzy wirtualni, dziennikarze tworzący serwisy holo i sieciowe, przywódcy rożnych sekt religijnych, młodzieżowi idole, wreszcie idole poczciwi, sądzący, że robią światu dobrze.”Byli wśród nich zwolennicy nieograniczonej ingerencji w ludzki organizm , „nurkowie” spędzający całe życie w wirtualnych symulacjach, przeciwnicy karania przestępców, zwolennicy genetycznego ulepszenia rasy, wrogowie panującego na Gladiusie systemu elektorskiego, szaleni prorocy, gwiazdy wirtualne, bojownicy o równouprawnienie klonów, a także piewcy zjednoczenia z Dominium nazywanymi uległymi. Wszyscy oni tworzyli przeogromną artystyczną-polityczną koterię przyznającą sobie monopol na nieomylność, kulturę, elegancję i moralność.” Czy tutaj nie przypomina nam czegoś, co znamy z rzeczywistości Trzeciej RP? Grupa, którą opisuje w powieści Tomasz Kołodziejczyk, jest bardzo podobna do Salonu medialno-politycznie-bizenesowego z Adamem Michnikiem na czele jako największym autorytetem moralnym, prawdziwym alfa i omega dla Wajdów, Wojewódzkich, Majewskich, gwiazd tvn-owskich i innych gwiazd polityki, kultury i mediów. Dalej pisarz charakteryzuje ich bardzo podobnie, jak np. niezłomny „Wilk” Waldemar Łysiak w swoich pamfletach politycznych (patrz. Salon Rzeczpospolita Kłamców, Stulecie Kłamców, Alfabet Szulerów, Mitologia świata bez klamek).

Autor „Kolorów Sztandaru” zaznacza bardzo wyraźnie ten wpływ „Salonu” reprezentującego grupę uległych:

Podkreślali swoje zasługi, sami siebie wybierali w rożnych mediach „ludźmi roku”, „twórcami roku”, czy autorytetami etycznymi

Propagandyści usiłowali wmówić zwykłym ludziom, że jeśli nie będą wyznawać tych samych poglądów co oni i nie będą wielbić ich guru, to stoczą się w otchłań ignorancji, nienawiści i obłudy.”

W mediach nie nazywali ich (Niezłomnych) inaczej niż „skrajni tradycjonaliści” bądź „niezłomni ekstremiści” W tym opisie mamy znowu kolejną analogię, w której według schematu mediów wiodących, nurtowych, ludzie o innych poglądach niż np. obozów poparcia Platformy Obywatelskiej czy postkomunistycznego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, to fanatycy, moherowe berety, ludzie chorzy z nienawiści, pisowcy, upeerowcy, endecy, demony polskiego patriotyzmu, rasiści, faszyści, antysemici, katole, ludzie po prostu z Ciemnogrodu, którzy chcą zatrzymać Postęp „Ludzi Światłych”, Postępowych (autentyczne stwierdzenie Sławomira Nowaka, którego dziennikarze nazwali największym wazeliniarzem roku w stosunku do Tuska). Puentą tych rozważań niech będzie fragment powieści autora świetnej powieść „Kolory Sztandarów”: „ każde z nas ma trochę racji. Wiesz, racja zawsze leży po środku. Prawda zawsze leży pośrodku. Banał używany po to, by zatkać ci gębę i uprawdopodobnić głoszone przez siebie bzdury. Czy jeśli ja mówię, że dwa i dwa to cztery, a ty że dwa i dwa to pięć, to prawda rzeczywiście leży pośrodku?” No właśnie, czy damy sobie tym zatkać przysłowiową „gębę” i w związku z tym czy Smoleńsk w „Kolorach Sztandaru” pozostanie ciągle aktualny na „kursie i na ścieżce”? Oby nie!

Feminizm – nowa wersja komunizmu

Artykuł Mcieja Kołodziejczyka:

Feminizm jest kolejną lewicową ideologią, której wyznawcy, zmierzając do realizacji swojego utopijnego celu – budowy lepszego społeczeństwa – ignorują prawa, jakimi rządzi się realny świat. Pod wieloma względami feminizm jest kalką komunizmu, lecz jest jeszcze bardziej absurdalny, bo jeszcze bardziej sprzeczny z naturą i zdrowym rozsądkiem.

Podobnie jak komunizm, feminizm ignoruje podstawowe, naturalne prawa. Komunizm, zmierzając do szczęścia proletariatu, podeptał m.in. prawa własności. Własność prywatna miała być zniesiona, wszystko miało być wspólne, a każdy miał otrzymywać ze wspólnej własności „według potrzeb”.

Read the rest of this entry »

Tags:

YouTube Preview Image

Tags: , ,

YouTube Preview Image

Tags: ,

Pozytywną rzeczą, jaką w ostatnim czasie usłyszałem, było dziewiąte ogłoszenie laureatów Nagrody im. Józefa Mackiewicza,

Tegoroczni Laureaci to Paweł Zyzak(za pracę Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy “Solidarności” do 1988 roku), Jacek Dukaj(za powieść Wroniec) oraz Maciej Parowski(za powieść Burza. Ucieczka z Warszawy ‘40).

Warto zaznaczyć, że książkę Pawła Zyzaka „krytykował premier rządu RP, a minister tegoż rządu chciała nawet przeprowadzić śledztwo na UJ, na którym powstała praca magisterska, będąca podstawą książki. Na Autora, jak i na promotora jego pracy, profesora Andrzeja Nowaka posypał się grad obelg i gróźb, z udziałem mediów i “autorytetów moralnych”, z których część wzywała do fizycznych porachunków z “oszczercami”. W sposób szczególny polemizowano też z samą książką – wyrywając z ogromnego, prawie 600-stronicowego kontekstu garść cytatów, albo nie czytając jej w ogóle, albo wreszcie wytykając Pawłowi Zyzakowi jego wiek, bo za niedopuszczalne uważano, by ktoś tak młody mógł z takim dystansem pisać o naszej narodowej świętości. Zaatakowano też wydawcę książki, próbując procesami sądowymi zmusić go do wycofania książki ze sprzedaży, a ostatecznie pewnie nawet do likwidacji działalności. Nie ma sensu ani potrzeby szerzej się nad tym tutaj rozwodzić i przypominać tych smutnych, a nawet haniebnych faktów. Kiedyś zresztą zapewne powstanie na ten temat niejedna publikacja, jakiś ciąg dalszy Hańby domowej czy Dziejów głupoty w Polsce… „

To stanowi sedno, ponieważ nie znam przypadku w systemach cywilizowanych (zachodnich demokracjach) takich, jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Francja, aby premier lub sekretarz stanu któregoś z tych krajów atakował na wszelkie sposoby jakiegoś młodego absolwenta, że ten napisał biografię jakiegoś znanego polityka, w której znalazły się rzeczy dajmy na to nie przynoszące chluby bohaterowi historii.

Ale gdzie tam nam do zachodu, my mamy rząd PO, który doprowadził do wyrzucenia tego młodego człowieka z pracy, przy czym ów młodzian próbując z racji wykształcenia znaleźć pracę jako nauczyciel w szkołach państwowych i prywatnych dowiedział się, że nie mogą go zatrudnić, bo mieli telefon z kuratorium, że jeśli go zatrudnią, to będą mieli duże kłopoty ze strony kuratorium i ministerstwa oświaty.

To wszystko jeszcze nic, platformersi byli tak bezczelni, że zapowiedzieli ukarać Uniwersytet Jagieloński, który ukończył Paweł Zyzak.

Normalnie jak za komuny, z tym, że z nagonką w stylu faszystowskim demaskującym rzekomego Żyda, którego w telewizji odgrywał Paweł Zyzak, było słychać z TVN, Polsatu i GW odezwy do Polaków, w stylu „Żydzi alias Zyzaki do gazu!”

Wszystko to miało na celu zastraszyć innych, żeby nie pisali książek historycznych innych niż hagiograficzne o politykach tych jedynie słusznych.

Autor książki, po stracie pracy i zaprzestaniu szukania nowej po informacji od dyrektorek szkół, że pracy on nie dostanie, zatrudnił się w hipermarkecie jako magazynier do układania towarów na półkach.

Oto jaką cenę trzeba zapłacić za napisanie prawdy.

Warto się zapoznać także z częścią uzasadnienia dlaczego Paweł Zyzak zgarnął główną nagrodę:

Niczym detektyw Zyzak gromadzi ogromny materiał dowodowy, wypytuje świadków, zbiera cudem czasem ocalałe dokumenty, fotografuje miejsca i osoby, zestawia to wszystko ze sobą, wykrywa sprzeczności, przekłamania, luki w zeznaniach. Interesują go najmniejsze, zdawałoby się, szczegóły: kiedy zaczął nosić wąsy Wałęsa, czy jest w Dobrzyniu stacja kolejowa, którą wspomina w swojej autobiografii legendarny przywódca “Solidarności”, jak był ubrany w grudniu 1979 roku i czy przemawiał przez tubę czy raczej mikrofon, gdzie był płot, który miał rzekomo przeskoczyć w sierpniu roku 1980 bohater jego książki, jaka była jego wysokość. Biograf wie, że “lekkomyślne byłoby pominięcie ważkich, choć trudnych szczegółów”, takich chociażby jak sprawa współpracy Wałęsy z SB, bo chce zrozumieć, “na ile ważną, w danych etapach swojego życia, jednostką dla systemu był Lech Wałęsa oraz jak prezentował się na tle rozbudowanej, morderczej machiny”. Bez tych szczegółów taka wiedza okaże się niepełna i ostatecznie nieprawdziwa.W swojej biografii Paweł Zyzak stawia kluczowe dlań pytanie, jaki jest stosunek prawdy i legendy w historii, jak ma się “idea” Lecha Wałęsy do jego “historii”, śledzi cierpliwie “ewolucję świadomości przywódczej” tytułowego bohatera, chce uchwycić sposób myślenia człowieka, który “wyszedł ze środowiska wiejskiej biedoty i patologii, a następnie zrobił oszałamiająca karierę, w równie szokującym tempie”. Interesuje go chyba najbardziej proces tworzenia mitu Wałęsy, zastanawia się nad cechami jego osobowości, które sprawiły, iż zrobił ona karierę na miarę – jak chcą jedni – Piłsudskiego czy Witosa, a inni Nikodema Dyzmy czy Króla Ubu. Przywódca charyzmatyczny, czy polski Falstaff i przykład płatania figlów przez historię? To charakterystyczne pytanie, które Paweł Zyzak stawia sobie i czytelnikom swego dzieła.
Autor nie pomija więc szczegółów tej biografii przemilczanych przez badaczy, tajemniczych, niewygodnych, niebezpiecznych, niejasnych, zdawałoby się czasem wstydliwych: dzieciństwa i młodości, kontaktów z SB w latach 70., zachowania w czasie strajku sierpniowego, postawy wobec komunizmu i komunistów w latach 80. Dzięki temu prawda, której szuka w swej książce Zyzak może być stopniowo przeciwstawiana mitowi i tytułowej legendzie, elementy tej ostatniej – są w miarę rozwijania się opowieści coraz bardziej wątpliwe, coraz mocniej podważane”

Tegoroczny laureat jest najmłodszym zwycięzca Nagrody im. Józefa Mackiewicza.

Paweł Zyzak w 2009 roku wyjechał do USA i odbył staż na prestiżowym The Institute of World Politics. Utrzymywał się ze stypendium naukowego.

Niestety w państwie Tuska historyków kierujących się „ideą pisania prawdy za wszelką cenę” się gnębi i działa tak, żeby nie mieli warunków do życia, czyli jak za komuny. Natomiast w kraju cywilizowanych takich jak choćby USA, dobrych młodych naukowców się ściąga, daje się im szansę oraz dobre warunki do życia.

Ps. po odebraniu nagrody głównej, Paweł Zyzak poinformował, że znalazł pracę jako doktorant wykładowca na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Oby nagonka na mojego rówieśnika się nie powtórzyła….



Najpierw mieliśmy kolejny podział (patrioci kontra lewacy razem z GW na czele) w dniu święta Niepodległości 11 listopada i o dziwo żadne prorządowe medium nie obwiniło Jarosława Kaczyńskiego o dzielenie Polaków. Panie i Panowie mamy w tym nieszczęsnym kraju albo „postęp”, albo prorządowi dziennikarze zaspali, bo na pewno nie zapomnieli jakiej zakamuflowanej władzy faszystowskiej służą.

Podział dotyczył tego, że ruchy narodowe zarezerwowały sobie legalnie marsz niepodległościowy 11 listopada. Natomiast tak zwani „antyfaszyści” postanowili nielegalnie(nie mieli pozwolenia władz Warszawy) zablokować, dążyć do fizycznego starcia, a w ostateczności, jeśli im policja przeszkodzi, to wygwizdać tychże ludzi, którzy chcieli tylko i wyłącznie w dniu Święta Niepodległości zamanifestować swój patriotyzm poprzez wspólny pochód z biało-czerwonymi flagami pod pomnik jednego z ojców niepodległości Romana Dmowskiego.

Oczywiście niezawodna lewacko-czerwono-różowa GW, w której można przeczytać np, że „patriotyzm jest jak rasizm”; oszczerczo nazywa uczestników Marszu Niepodległości „faszystami”.

W tym „faszystowskim” gronie znaleźli się m.in. Janusz Korwin Mikke, Paweł Kukiz i Rafał A. Ziemkiewicz.

Więc nie pozostaje mi nic innego jak samemu się przyznać, że tez popieram marsze narodowe w dniu święta narodowego, więc tym samym dla środowiska czerwonych i różowych też jestem „faszystą”.

Oczywiście mądry człowiek wie, że faszyzm nie ma nic wspólnego z patriotyzmem. Ale dla współczesnego lewicowca światopoglądy, takie jak konserwatyzm, kapitalizm, antykomunizm, wolny rynek, katolicyzm, libertarianizm, monarchizm, to nic innego jak faszyzm vel nazizm. Oznacza to więc, że jeśli masz inne poglądy od lewicowych, to jesteś „faszysta” i tyle.

Oczywiście faszyzm to właśnie cząstka myśli lewicowej, ponieważ to w tej idei wszelkie inne poglądy od faszystowskich musiały być zwalczane, tak samo obecnie działają tak zwani „antyfaszyści”, którzy zwalczają wszelkie inne poglądy.

Zakamuflowani faszyści vel „antyfaszyści” zaatakowali ludzi jadących na Marsz Niepodległości: „Mężczyźni w wieku 22-25 lat jechali do Warszawy na manifestację Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej pod nazwą Marsz Niepodległości. Do pociągu wsiedli na dworcu w Toruniu. Gdy pociąg był już na terenie województwa mazowieckiego zostali zaatakowani.
- Napadło ich 10 zamaskowanych sprawców, których nie udało się złapać. Na twarzach mieli chustki – powiedział nam mł. asp. Rafał Sułecki z Zespołu Prasowego Mazowieckiej Komendy Wojewódzkiej Policji.
Napastnicy wsiedli do pociągu na jednej ze stacji przed Sochaczewem. Uciekli wysiadając na stacji w tym mieście. Podczas napadu użyli pałek.
- Najpoważniej ranny miał wstrząśniecie mózgu, wszyscy jednak na własną prośbę wypisali się ze szpitala w Sochaczewie, mimo że lekarz chciał zatrzymać ich na obserwację”

Za rok może nie być już tak lajtowo, bo jak zauważa dziennikarz Frondy Stefan Sękowski:

Dodatkowo Sutowski i Szczuka ze zrozumieniem podchodzą do faktu, iż Antifa wykorzystuje przemoc w swej walce z „faszystami”. Już rzut oka na stronę internetową nieformalnego ugrupowania napawa grozą. Nie chodzi tylko i wyłącznie o buńczuczne oświadczenia, iż jest ono „grupą radykalnych antyfaszystów mających na celu fizyczne i ideologiczne wyeliminowanie skrajnej prawicy jako siły politycznej”. Na witrynie można znaleźć także dowody na to, że nie są to jedynie czcze przechwałki. Można obejrzeć filmy i zdjęcia z „akcji bojowych” Antify, na których „antyfaszyści” kopią i skaczą po swoich przeciwnikach, a także okładają ich niebezpiecznymi przedmiotami. I nie pozostawiają wątpliwości, że nie dzieje się to w obronie własnej lub cudzej – lewaccy bojówkarze często podstępnie umawiają się ze swoimi ofiarami, by, wykorzystując swoją liczebną przewagę, spuścić im manto.”

Matka Teresa z Kalkuty była postacią nietuzinkową, walczącą pomimo przeciwności losu i brutalności świata. Przy czym jej główni krytycy najczęściej zarzucali jej, że „nie starała się rozwiązać problemu biedy jako takiego, lecz ograniczała się do tego, by utrzymać ludzi przy życiu”.

Po pierwsze nie starała się, żeby śmiertelnie chory człowiek, który za 3 tygodnie miał umrzeć, ostatnie swoje chwile spędził np. w burdelu czy disneylandzie.

Po drugie nie starała się rozwiązać problemu biedoty, gdyż cóż to za rozwiązanie, gdy biedak mógł przyjść do siedziby Matki Teresy i najeść się i nauczyć np. jakiegoś konkretnego fachu, dzięki któremu mógł znaleźć prace. To wina staroświeckiej zakonnicy, że takim biedakom za nic nie przyznała zapomogi miesięcznej, dzięki którą mogliby się ubrać, mieć zawsze na alkohol i papierosy i całymi dniami oglądać telewizor.

Rzeczywiście jest za co krytykować tę niepostępową, staroświecką zakonnicę!

A poważnie pisząc głupota ludzka to największa choroba XXI wieku.

Warto na ten jesienny czas zapoznać się z jakimkolwiek tomikiem myśli świętej zakonnicy.

Można bardzo wiele dzięki temu zyskać. Pozwala to na pewne sprawy spojrzeć głębiej, zajrzeć nie tylko w sferę racjonalną, ale i mistyczną, dla przeciętnego człowieka bardzo odległą.

Pozwolę sobie zacytować kilka mądrych myśli Matki Teresy i dwa, trzy zdania komentarza.

„Więcej czynimy zła niż dobra, dając młodym zdrowym ludziom rzeczy materialne. To zachęca ich do żebrania. Nie powinni polegać na tym, co otrzymają od ciebie. Nauczmy ich czegoś – haftowania, pisania na maszynie, krawiectwa. Nauczmy ich również troski o własny dom, aby nawet najskromniejszy czynili pięknym.”

Te słowa są mi bardzo bliskie nie tylko zważywszy na sferę duchową, ale i ideową. Jak wielu polityków obecnie na świecie robi wszystko, żeby ludzie żebrali od państwa (polityków, którzy po pierwsze kradną minimum 50% dochodu podatników, a potem tymi pieniędzmi kupują sobie głosy ludzi biednych) zapomogi i zasiłki. Najpierw tego typu politycy w postaci bardzo wysokich podatków okradają ludzi (także tych biednych), przy czym nie stwarzają im żadnych możliwości wydobycia się z tego rodzaju biedoty. Ktoś kogo przyzwyczaja się tylko do brania, uczy się tylko tego ”że mu się należy”, natomiast nie uczy się tego, co miała na myśli Matka Teresa.

„Minister rządu cesarskiego w Addis Abebie zaczął mnie kiedyś wypytywać. Czego oczekujesz od naszego rządu „Niczego” – odpowiedziałam. Przybyłam tutaj tylko po to, by zaoferować prace moich sióstr wśród ubogich i cierpiących. Ofiarujemy szczerą bezpłatną służbę najuboższym z ubogich.”.

Kolejna mądra myśl Matki Teresy. Także uważam, że państwo nie powinno się mieszać w pomoc dla biedoty, iż – jak mieliśmy okazję przekonać się w praktyce – w rożnych państwach na świecie, aparat urzędniczy pochłania więcej pieniędzy przeznaczonych na biednych niż im właściwie przekazuje (w USA przeznaczono 100 milinów dolarów na zapomogi dla biednych, z czego administracja która tą pomoc wydawała w punktach lokalnych pochłonęła 80 milinów dolarów wg badań socjologicznych – szczegóły w książce „Dobry „Zły” Liberalizm” Stanisława Michalkiewicza).

Organizacje charytatywne religijne (chrześcijańskich jest najwięcej na świecie) i świeckie (minimalna pomoc w tym zakresie dla ludzi biednych i umierających – ważniejsza są dla większości z nich pomoc dla homoseksualistów i rozpowszechnienia aborcji na życzenie) w praktyce radzą sobie doskonale, powinny być zwolnione ze wszystkich podatków. Przypominam, że np. taka organizacja katolicka jak Caritas utrzymuje się z wpłat ludzi, którzy chcą pomagać dobrowolnie, a nie zmuszani przez państwo do pomocy, w której i tak biurokraci pochłaniają większość.

„Być bogatym nie jest grzechem. Kiedy jednak bogactwo wyzwala skąpstwo, staje się grzechem. Bóg daje bogactwo i naszym obowiązkiem jest dzielenie się nim z ludźmi mniej uprzywilejowanymi.”

Kolejny obalony mit przez Wielką Zakonnicę! Człowiek powinien pracować i gromadzić pieniądze dla sowiej rodziny, żeby zapewnić im dostatek i przyszłość swoim dzieciom. Ale jednocześnie powinien także w miarę możliwości np. pomagać kiedy może ludziom mniej zaradnym w taki (złotówka na Caritas) czy inny sposób.

„Nie dziwmy się, słysząc o morderstwach, zabójstwach, wojnach nienawiści, jeżeli matka potrafi zabić własne dziecko, co może powstrzymać nas od zabijania się nawzajem.”

Ja się akurat temu nie dziwię. Mówi się tak, mężczyzna nie ma prawa wypowiadać się na temat aborcji. Ja powiem tak, jak ktoś mądry kiedyś powiedział „osoby którym nie grozi aborcja (wyskrobanie szczypcami) nie mają prawa się na ten temat wypowiadać”

„Wiemy, że jeżeli naprawdę chcemy kochać, musimy nauczać się przebaczać. Przebaczać i prosić o przebaczenie; wybaczyć raczej niż oskarżać. Pojednanie zaczyna się najpierw z samym sobą, a później z innymi; zaczyna się od czystego serca. Tylko czyste serce umie dostrzec Boga w innych. Musisz promieniować Bożą miłością.”

Przebaczyć jest trudno, co każdy sam doskonale wie, że bez przebaczenia nie ma ukojenia duszy. Prosić o przebaczenie jest jeszcze trudniej, ale trzeba to zrobić, bo jak powiedział ks. Twardowski „spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybką odchodzą”.

I na koniec puenta:

„Gdzie człowiek zabłądzi, tam Bóg znajdzie drogę – jeśli go o to poprosisz.”