10 kwietnia 2011 minie rok od tragedii smoleńskiej. Przez ten czas dowiedzieliśmy się bardzo dużo w tej sprawie. Oczywiście manipulacji na ten temat było jeszcze więcej. Najpierw była przez długie miesiące wałkowana teza, iż przyczyną rozbicia się samolotu było zmuszenie pilotów przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do lądowania. Taką tezę przez kilka miesięcy powtarzały media takie, jak TVN, Gazeta Wyborcza czy tygodnik Polityka. Najbardziej charakterystyczną sceną manipulacji była konferencja „międzynarodowej” komisji MAK, pod kuratelą Władimira Putina, którą transmitowała stacja TVN24.
Teza reżimowej komisji Putina jednostronnie obciąża winą polską stronę. Przy czym podczas konferencji w TVN24 na samym dole pojawił się pasek z informacją: „była presja wywierana na pilotów”. Tak sformułowany „nius” jest już przyjmowany przez redakcje dziennikarzy TVN jako fakt, czyli zdarzenie, które miało miejsce. Standardy dziennikarskie określają bezstronność, czyli jeśli je stosujemy to „nius” na pasku powinien brzmieć tak: Komisja Putina odrzuca polskie uwagi odnośnie raportu lub strona rosyjska obwinia Polskę o katastrofę czy też Rosjanie oskarżają Polaków o katastrofę samolotu.
Na nagraniach nie ma żadnej informacji, że Prezydent czy generał Błasik przyszli do kokpitu i zmusili załogę do lądowania. Te same nagrania nie dowodzą również winy pilotów, którzy byli informowani przez Rosjan i jest słyszalne na nagraniach, jakie udostępnił polski zwiad, że samolot jest „na kursie i na ścieżce”. Jednakże TVN i trzy inne stacje miały prawie identyczny pasek z informacją, że „była presja”.
Gdy MAK opublikował raport, okazało się, że w tym raporcie zostały opublikowane stenogramy i, jak utrzymują Rosjanie, są to „pełne stenogramy”, które udało się odczytać. Na co bardzo szybko opowiedział szef komisji MSWiA Jerzy Miller, który upublicznił pełne zapisy rozmów pomiędzy załogą a wieżą kontrolną. Te zapisy, jak poinformował Jerzy Miller, zostały zdobyte w sposób nielegalny, czyli tak zwaną “metodą chałupniczą” stosowaną przez wywiad. Dowiadujemy się z nich miedzy innymi, że samodzielną inwencją kapitana Protasiuka było podjęcie decyzji o przerwaniu lądowania i odejściu na zapasowe lotnisko, a wszystko to odbywało się na przepisowej odległości 100 metrów nad ziemią. Wnioski są takie, że Tu 154 nie zamierzał lądować w Smoleńsku. Oczywiście mało co z tego przebiło się do mediów.
Wiemy, że Rosjanie przekazali nam podrobione zapisy tajnych skrzynek, w których np. było „wkurzy się jeśli ….niezrozumiałe …. jedna mila od pasa”. Mają one obciążać prezydenta Kaczyńskiego, który niby miał wywierać ciągłą presję na pilotów. W rzeczywistości, jak wiemy z podsłuchu zapisu rozmów dzięki polskiemu wywiadowi, wypowiedź brzmiała następująco „powiedz, że jeszcze jedna mila od osi została”. A więc skąd w rosyjskich zapisach znalazło się słowa „wkurzy się”? Strona Polska nie może sprawdzić oryginałów, bo kagiebista Premier Putin zapowiedział, że czarne skrzynki i wrak samolotu prezydenckiego zostanie w Rosji i Polacy nic nie dostaną.
Na to wszystko nasz tchórzliwy Premier Tusk i jeszcze bardziej tchórzliwy Prezydent Komorowski nic nie mówią, tylko potakują, dając nam do zrozumienia, że musimy jak niewolnicy, a nie ludzie wolni, wykonywać polecenia prawdziwego władcy Polski, czyli Premiera Zimnego Czekisty Putina. Natomiast każdą próbę zaangażowania w tą sprawie społeczności międzynarodowej, czy nawet Stanów Zjednoczonych nazywają zdradą! Oczywiście zdradzać Putina nam nie wolno. To by była najprawdziwsza zdrada interesu Rosji, bo wiadomo, że nie ma czegoś takiego jak interes państwa polskiego.
Najlepsze w całości jest tłumaczenie polskiego akredytowanego płk. Edmunda Klicha, którego zadaniem było wsparcie, pomoc i wyjaśnienie tego całego zdarzenia, jakim jest katastrofa smoleńska.
Edmund Klich o różnicach pomiędzy stenogramami uzyskanymi przez polski wywiad a przez stenogramami udostępnionym przez podwładnych Putina z komisji MAK: ” Rzeczywiście początkowo nie odczytano całego zapisu, a potem jeszcze trochę odczytano, ale to już nie zostało ujawnione. Po ujawnieniu stenogramów w Polsce odczytano jeszcze kilka drobnych rzeczy w Rosji.”
Bardzo dziwne tłumaczenie przedstawiciela polskiej strony, który usprawiedliwia braki w zapisach strony rosyjskiej. No oczywiście panie Klich, Pan i Władca Putin nie mógł nam nadać sfabrykowanych stenogramów. Tylko rzecz jasna jego komisja MAK nie odczytała wszystkich zapisów, ale gdy komisja Jerzego Millera ujawniła ten zapisy, to jak znalazł Czekiści już odczytali wszystkie zapisy, których wcześniej nie mogli.
Gdy pan Edmund został zapytany o to, czemu Rosjanie udostępnili niepełny raport jako skończony, który w rzeczywistości nie był ukończony, ponieważ Rosjanie nie „odczytali zapisów”, to „fachowiec” Donalda Tuska odpowiedział jeszcze bardziej profesjonalnie: “Rosjanie mają taki szybki sposób badania”. I już wszystko jasne, po prostu Rosjanie mają szybką metodę badania, a Polacy wolno badają przyczyny zdarzenia.
Na pytanie dziennikarki „Gazety Polskiej ”dlaczego kontroler powtarzał cały czas, że nasz samolot jest na kursie i na ścieżce, skoro tak nie było? Ostatecznie rozbił się 70 m na lewo od pasa. Dodatkowo piloci działali na podstawie kart podejścia, które – jak zeznali piloci z jaka – odstawały od faktycznego stanu.”
Pan Edmund Klich „fachowiec” od przyczyn katastrof lotniczych odpowiedział tak ” Jeśli chodzi o komendy kierownika systemu lądowania, że samolot jest na kursie i ścieżce, wymaga to szczegółowego wyjaśnienia, z czego wynikał brak precyzji. Czy ze złych wskazań na wskaźnikach, czy też z błędnych odczytów przez kontrolera. Problem jest w tym, że wysokościomierze w takich systemach są nieprecyzyjne, a brak potwierdzeń wysokości przez załogę dodatkowo utrudniało kierownikowi systemu podejścia precyzyjne określenie wysokości lotu.”
Warto także zauważyć, jak istotną i ważną funkcję spełnia każdy kontroler lotów poprzez pomoc w sprowadzaniu samolotu na ziemię, żeby piloci mogli bezpiecznie wylądować.
Kontroler „dysponując systemem radarowym, śledzi podejście, a jego komendy i informacje są traktowane przez załogę jako w najwyższym stopniu wiarygodne”. Dodajmy teraz dwa do dwóch, czyli zapis rozmowy pomiędzy pilotem a kontrolerem lotów, który informował cały czas, że są „ na kursie i na ścieżce” i nasi piloci uzyskawszy takie informacje wiarygodne postępowali zgodnie ze wszystkimi zasadami. W dodatku kontrolerzy rosyjscy posiadają radar mierzący wysokość samolotu, gdzie „słowo „ścieżka” to ścisły parametr wysokości określony w karcie lotniska.”
Jaka jest procedura w przypadku zejścia z kursu i ścieżki? Taka: „W przypadku zejścia samolotu z kursu lub ścieżki obowiązkiem kontrolera było wydać komendę odejścia na drugi krąg i wyjaśnienia powodu lotu niezgodnego ze ścieżką lub kursem podejścia do lądowania” Jednak Kontroler nie poinformował pilotów Tu 154, ze są na złym kursie i ścieżce. Można to sprawdzić w internecie, gdzie zostały już ujawnione przez Jerzego Millera części zapisów rozmów. Oczywiście rzecz jasna wymaga to szczegółowego wyjaśnia i będziemy pewnie wyjaśniać przez pięćdziesiąt albo sto lat, bo przecież nie można teraz wywołać „zimnej wojny”(zerwania stosunków i przedstawienia oskarżenia przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości , którego prawo międzynarodowe Federację Rosyjską też obowiązuje), międzypaństwowego skandalu i oskarżyć Federację Rosyjską o błąd jej kontrolerów, którzy nie wiadomo dlaczego poprowadzili pilotów, załogę i pasażerów samolotu prezydenckiego wprost w ramiona śmierci.
W świetle faktów Putin już przegrał, tym lepiej, że po śledztwach niezależnych mediów, m.in. Gazety Polskiej, Naszego Dziennika, Rzeczpospolitej, dziennikarzy śledczych i ujawnianiu przez komisję Millera stenogramów (przechwyconych przez polski wywiad), które udowodniły kłamstwa MAK. Nawet już TVN i inne media, które najpierw bombardowały informacjami o winie Prezydenta i polskich pilotów, teraz zmieniła śpiewkę, bo nie wypada na chama robić z widzów TVN idiotów do sześcianu. Co prawda „autorytety dziennikarstwa z TVN” podkreślają, ze presja była innego rodzaju, a mianowicie mowa tu o „presji psychologicznej”. Z tego co powszechnie wiadomo nie stwierdzono naukowo nigdzie na świecie, że piloci, którzy latają z Prezydentami, Królami, Przywódcami, Premierami poddawani by byli „presji psychologicznej”, wynikającej z tego, iż na ich pokładzie są tak ważne osoby, że to wywołuje błędy w prowadzeniu samolotu i oni zamiast lądować myślą o niebieskich migdałach i skutkuje to katastrofami samolotów. Oczywiście grupa wyborców radykalnych Platformy Obywatelskiej spod znaku „autorytetu moralnego” Janusza Palikota czy Stefana Niesiołowskiego wie i tak swoje. „No przecież wiadomo” tak niedawno usłyszałem w pracy, gdzie mam czasem do czynienia z „młodymi i wykształconymi z dużych miast”, „Kaczor poszedł do kokpitu i zmusił ich do natychmiastowego lądowania”. Tej grupy wyborców już nawet nie przekona wybitny Cyngiel do wynajęcia władzy Tomasz Lis ani wybitna zakochana w Adamie Michniku, Monika Olejnik, że to wierutne kłamstwo. Ci ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć. Największym obecnie instrumentem władzy Donalda Tuska i jego rządu są media państwowe i prywatne, ponieważ niezależnych dziennikarzy wyrzuciła ostatnio władza z mediów publicznych, a pozostali wierni wazeliniarze poprawności politycznej w rodzaju Tomasza Lisa i panów ze „Szkła Kontaktowego”, którzy uczą tubylczych Polaków, że tak abstrakcyjną rzecz jak poglądy można szanować. Oczywiście można pójść dalej i szanować już pojedyncze słowa, a nawet zdania! Do tego wszystkiego trzeba iść na całość i szanować idiotyzmy zawarte w tych zdaniach wyrażające jakiś pogląd! A więc uczymy się od naszych wazeliniarzy władzy, że poglądy się szanuje nawet, gdy są durne i wypowiadane albo przez nawianych idiotów lub po prostu głupców. Kilka dni po żałobie narodowej od razu tak jakby na zlecenie Putina i Donalda Tuska, wiodąca część mediów elektronicznych z TVN, Polsatem i Gazetą Wyborczą na czele, zaraz po katastrofie od razu przyjęła wersję, że samolot prezydencki rozbił się z powodu, iż Prezydent Lech Kaczyński za wszelką cenę chciał wylądować. Wtedy jeszcze nie było nawet zmanipulowanego materiału dowodowego dostarczonego od strony Federacji Rosyjskiej. Dlaczego wkoło powtarzali, że Samolot podchodził do lądowania cztery razy choć to kłamstwo, dlaczego przyjęli za „prawdę obiektywną” stanowisko strony rosyjskiej. Z badań rosyjskiej komisji technicznej Mak wynika, iż mimo informacji o złych warunkach pogodowych na lotnisku w Smoleńsku, przez załogę samolotu nie została podjęta decyzja o odejściu na lotnisko zapasowe. Natomiast w grudniu została wykonana „ekspertyza fonoskopijna”, kilkanaście sekund przed katastrofą kapitan samolotu Arkadiusz Protasiuk wydał komendę „odchodzimy” czyli zdecydował o odejściu na lotnisko zapasowe, decyzja zapadła na podstawie oceny widoczności. Dlaczego nie udało się wyprowadzić samolotu z wysokości, na którą sprowadzili go Rosjanie? Raport nie wyjaśnia.
Punktem odniesienia analogicznej sytuacji w mediach w naszym kraju, jest powieść science fiction Tomasza Kołodziejczaka pt „Kolory Sztandarów” wydana w 1996 roku, a jej reedycja ukazała się w 2010 roku. Głównym bohaterem powieści jest Daniel Bondaree, zarazem sędzia, żołnierz i egzekutor w jedynym, który mieszka na ostatniej niepodległej kolonii na planecie Gladius. System polityczny obowiązujący na Gladiusie to „demokracja wartościująca”(oczywiście taka demokracja nie istnieje nigdzie na świecie. Prawdopodobnie pomysł na taki system w głowie pisarza zrodził się po słynnym bon mocie Janusza Korwin Mikke, że we współczesnej demokracji więcej liczy się zdanie dwóch pijaczków spod budki z piwem niż jednego profesora.) polegająca na tym, że obywatele są podzieleni na kategorie i w związku z tym głos np. profesora jest więcej wart niż 10 panów nazywanych powszechnie pijakami. Otóż na Gladiusa napadają totalitarni kosmiczni najeźdźcy Korgardzi, którzy posiadają nowocześniejszą broń i w związku z tym podbijają powoli Gladiusa. Politycy na Gladiusie dzielą się na uległych i niezłomnych (tutaj widać wyraźne zafascynowania pisarza Wiekiem Niezłomnym Poetą Polskim Zbigniewem Herbertem). Ulegli chcą zwrócić się po „bratnią pomoc”(analogia z bratnią pomocą Związku Sowieckiego) do innego państwa jakim jest Dominium Solarne, przypominające trochę system polityczny z „Nowego Wspaniałego Świata” Aldousa Huxleya, gdzie wszechobecna kontrola aparatu państwowego wobec obywateli sięga nawet do decydowania za nich w wyborach dzięki m.in. cybernetyce i rozwoju wszczepu czipów, poprzez które wpływa się na decyzje wyborców. Oczywiście można się dowiedzieć, że to wszystko „dla ich dobra”. Ceną za pomoc mniejszemu i słabszemu sąsiadowi jest jego kontrola i oddanie suwerenności, ale oczywiście nie jawnie, ale w tajemnicy na rzecz sprzedajnych polityków opcji uległych. Na początku powieści ulegli są w mniejszości, rządzą „niezłomni” i prowadzą samotnie walkę z totalitarnym kosmicznym najeźdźca, za pomocą tajnej jednostki komandosów, do której został zrekrutowany główny bohater. Po jednej, wyglądającej na nieudaną akcji, udaje się komandosom wprowadzić swojego człowieka do systemu wroga, a konkretnie ma on przeniknąć jako więzień do obozu zagłady (kolejna analogia z Rotmistrzem Witoldem Pileckim, który jako polski patriota podczas Drugiej Wojny Światowej zgłosił się na ochotnika do tajnej misji mającej na celu przenikniecie do obozu „pracy” w postaci więźnia i zebrania informacji o Polakach i Żydach, po których słuch ginie. Raport Pileckiego, który zorganizował ucieczkę z obozu śmierci, okazał się wstrząsem dla Wolnego Świata. Na początku Stany Zjednoczone i Wielka Brytania nie chciały wierzyć, że Żydzi i Polacy są na masową skalę likwidowani w komorach gazowych. Warto odnotować pewne podobieństwo, w którym Korgadzi bardzo przypominają jako agresor Nazistowskie Niemcy.), i sprawdzić co robią totalitaryści ze schwytaną ludnością. Po udanej akcji, choć kosztownej w stratach ludzkich, media zaczynają przedstawiać tajną misje swojego rządu jako porażkę na masową skalę. Frakcja uległych wygrywa wybory dzięki także pomocy stronniczych mediów. I to jest główny spójnik z obecną naszą sytuacją medialną w kontekście informacji, debaty na temat tego, co stało się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Oddaję głos autorowi powieści, który tak scharakteryzował co działo się naprawdę, a jak media wiodące wszystko przedstawiały w jego powieści : „tradycjonaliści, nazywani niezłomnymi, nieodmiennie cieszyli się poparciem większości obywateli, a przynajmniej uprawnionej do głosowania grupy elektorów. Jednak media znajdowały się we władaniu ich przeciwników. To była niezwykle wpływowa grupa nacisku: artyści, aktorzy wirtualni, dziennikarze tworzący serwisy holo i sieciowe, przywódcy rożnych sekt religijnych, młodzieżowi idole, wreszcie idole poczciwi, sądzący, że robią światu dobrze.” „Byli wśród nich zwolennicy nieograniczonej ingerencji w ludzki organizm , „nurkowie” spędzający całe życie w wirtualnych symulacjach, przeciwnicy karania przestępców, zwolennicy genetycznego ulepszenia rasy, wrogowie panującego na Gladiusie systemu elektorskiego, szaleni prorocy, gwiazdy wirtualne, bojownicy o równouprawnienie klonów, a także piewcy zjednoczenia z Dominium nazywanymi uległymi. Wszyscy oni tworzyli przeogromną artystyczną-polityczną koterię przyznającą sobie monopol na nieomylność, kulturę, elegancję i moralność.” Czy tutaj nie przypomina nam czegoś, co znamy z rzeczywistości Trzeciej RP? Grupa, którą opisuje w powieści Tomasz Kołodziejczyk, jest bardzo podobna do Salonu medialno-politycznie-bizenesowego z Adamem Michnikiem na czele jako największym autorytetem moralnym, prawdziwym alfa i omega dla Wajdów, Wojewódzkich, Majewskich, gwiazd tvn-owskich i innych gwiazd polityki, kultury i mediów. Dalej pisarz charakteryzuje ich bardzo podobnie, jak np. niezłomny „Wilk” Waldemar Łysiak w swoich pamfletach politycznych (patrz. Salon Rzeczpospolita Kłamców, Stulecie Kłamców, Alfabet Szulerów, Mitologia świata bez klamek).
Autor „Kolorów Sztandaru” zaznacza bardzo wyraźnie ten wpływ „Salonu” reprezentującego grupę uległych:
„Podkreślali swoje zasługi, sami siebie wybierali w rożnych mediach „ludźmi roku”, „twórcami roku”, czy autorytetami etycznymi”
„Propagandyści usiłowali wmówić zwykłym ludziom, że jeśli nie będą wyznawać tych samych poglądów co oni i nie będą wielbić ich guru, to stoczą się w otchłań ignorancji, nienawiści i obłudy.”
„W mediach nie nazywali ich (Niezłomnych) inaczej niż „skrajni tradycjonaliści” bądź „niezłomni ekstremiści” W tym opisie mamy znowu kolejną analogię, w której według schematu mediów wiodących, nurtowych, ludzie o innych poglądach niż np. obozów poparcia Platformy Obywatelskiej czy postkomunistycznego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, to fanatycy, moherowe berety, ludzie chorzy z nienawiści, pisowcy, upeerowcy, endecy, demony polskiego patriotyzmu, rasiści, faszyści, antysemici, katole, ludzie po prostu z Ciemnogrodu, którzy chcą zatrzymać Postęp „Ludzi Światłych”, Postępowych (autentyczne stwierdzenie Sławomira Nowaka, którego dziennikarze nazwali największym wazeliniarzem roku w stosunku do Tuska). Puentą tych rozważań niech będzie fragment powieści autora świetnej powieść „Kolory Sztandarów”: „ każde z nas ma trochę racji. Wiesz, racja zawsze leży po środku. Prawda zawsze leży pośrodku. Banał używany po to, by zatkać ci gębę i uprawdopodobnić głoszone przez siebie bzdury. Czy jeśli ja mówię, że dwa i dwa to cztery, a ty że dwa i dwa to pięć, to prawda rzeczywiście leży pośrodku?” No właśnie, czy damy sobie tym zatkać przysłowiową „gębę” i w związku z tym czy Smoleńsk w „Kolorach Sztandaru” pozostanie ciągle aktualny na „kursie i na ścieżce”? Oby nie!